Winobranie w Zaleszcykach. 1937

WINOBRANIE
W    ZALESZCZYKACH

OD
15 -   30   WRZEŚNIA 1937 r.
NAKŁADEM KOMITETU WINOBRANIA

Winobranie
Józef Wartanowicz.

Sadownictwo i winiarstwo ciepłego Podola

Ostatniemi czasy dużo się mówi i słyszy o t. zw. Ciepłym Podolu, Pokuciu i Kosowczyźnie. Z samej nazwy należy wnioskować, że są to najcieplejsze zakątki Polski. Jednakowoż owo słowo „ciepłe" jest przez wielu źle zrozumiane. Żeby to wyjaśnić i równocześnie za­znajomić z sadownictwem Ciepłego Podola i Pokucia, należy w pierw­szym rzędzie oznaczyć granice, określić warunki klimatyczne oraz scharakteryzować własności terenowe i glebowe.

Ciepłe Podole obejmuje lewy brzeg Dniestru od Okopów św. Trójcy aż po miejscowość Beremiany w górę, razem z dolnymi jego dopływami, do wysokości Czortkowa nad Seretem t. j. powiaty Borszczów, Zaleszczyki, część czortkowskiego i część buczackiego.
Pod Ciepłym Pokuciem rozumiemy prawie cały powiat horodeński i śniatyński. Kosowszczyzną nazywamy ciepłe okolice miast Kosowa, Kut i Kołomyi.

Klimat ogólnie wziąwszy, jest zasadniczo kontynentalny (z wy­jątkiem Kosowsczyzny) tj. z małą ilością opadów, która jest mniejsza znacznie niż przeciętna w całej Polsce, z bardzo ciepłym latem, su­rową natomiast zimą i z silnymi wiatrami, szczególnie na stepowym płaskowyżu, których moc potęguje jeszcze brak zalesienia. Ciepłota dochodząca w porze letniej do +35° C. w cieniu a w słońcu +63° C.

Typowy jar Dniestru w Dobrowlanach.
Fot. M. Baumer.

nie należy do rzadkości. Klimat natomiast Kosowszczyzny jest raczej łagodny przy stosunkowo wysokiem położeniu nad poziomem morza.
Właściwością Clepł. Podola pod względem terenowym sę „jary", w kory­cie których pły­nie Dniestr i jego dopływy, a z tych najwięk­szym jest Seret. Stąd się tłuma­czy ta różnica klimatyczna w jarach i na stepie. Jary zależne od biegu rzek maję różne położe­nia, jedne, a w nich szczególności dniestrowy, maję położenie południowe, inne na­tomiast maję wystawę zależnie od kierunku koryta rzek i większych potoków t. j. zasadnicze wystawę wschodnie i zachodnie, a także za­leżnie od łuków, jakie te rzeki zataczaję południowo-wschodnie lub zachodnie.
Ciepłe Pokucie nie ma jarów, a jest raczej pofalowane tereno­wo. Typowym jest położenie w powiecie horodeńskim nad Dniestrem (koło miasteczka Czernelicy), którego łuki w niektórych miejscach daję bardzo ładne wystawę południowe, wzgl. południowo-wschodnie. Dalej na południe płynę rzeki Prut i Czeremosz, których południowe brzegi sa wyższe i dobrze nasłonecznione, a dalej przechodzę w okolice podgórskie i łączę się z Kosowszczyzną.
Na Ciepłem Podolu rozróżniamy niejako trzy typy krajobra­zu, a mianowicie stepowy, zbocza jarów i doliny rzek, a z nich naj­większe dolinę Dniestru. Północne zbocza są zazwyczaj zalesione I noszę nazwę podolskich „ścianek", na których nie rzadko występuję skupiny dziko rosnącego dereniu. Południowe zbocza natomiast, o Ile nie są bardzo strome, zajęte są pod uprawę, wzgl. stanowię pastwiska je­dynie dla owiec i tak długo posiadają wartość dopóki ich słonce nie wypali. Są to najbardziej wartościowe tereny pod uprawę winorośli, morel i innych południowych kultur, jak kawony, melony i t. p. Doliny rzek zazwyczaj   zwane  „lewadami", o  nadzwyczajnie żyznej glebie,

przedstawiają również wartościowe tereny pod uprawę winorośli pomidorów i kukurydzy. Specjalnie jednak pod uprawę morel się nie na­dają, ponieważ znacznie większa wilgoć w lecie na zboczach, powo­duje bujny wzrost drzewek i z tego powodu do snu zimowego przy­chodzą niedostatecznie zdrewniałe i są wrażliwe na przemarzanie, a z drugiej strony wahania temperatury między dniem a nocą zgubnie działają, gdyż ciepłe dnie pobudzają do rozwoju pączki kwiatowe, co następnie przy znacznem obniżeniu się ciepłoty w nocy powoduje zmarznięcie tychże pączków.
Krajobraz stepowy, zajmujący na Ciepłem Podolu i Pokuciu największy obszar, jest położony 250 do 300 metrów nad poziomem morza. Charakterystycznym są dla niego głębokie czarr.oziemy, częś­ciowo zdegradowane, o przepuszczalnem glinkowatem podglebiu. Są to gleby typowo pszenno-buraczane. Możliwość stosowania   u-

Mateczniki łozy Amerykańskiej.
Fol. Lorel.

praw najszlachetniejszych ro­ślin sądowniczo-ogrodniczych na zboczach jarów i w doli­nach rzek jest głównym bo­gactwem Ciepłego Podola i Pokucia. I tak uprawia się tu najszlachetniejsze odmiany ja­błoni, grusze, dalej morele, wi­norośl, melony i kawony grun­towe, pomidory wcześniej doj­rzewające, paprykę, bakłażany (gruszka miłosna) i inne. Owo­ce i wyżej wymienione warzywa odznaczają się mocnem zabarwieniem i wysoką procentowoscią cuk­ru oraz aromatem. Tu specjalnie wymienić należy plantacje morelowe których produkcja w roku ubiegłym wynosiła 70 wagonów 10-tonnowych, a w miarę rozrostu drzew dosięgnąć może znacznie większej wydajności, co spowoduje obniżkę ceny, a temsamem udostępni sze­rokim masom ludności nabywanie tego tak wartościowego na prze­twory owocu, a na wypadek nadprodukcji wywóz za granicę w formie przetworów jako susz, marmeladę do krajów nadbałtyckich i Skandynawii.
Drugą kulturą, która rokuje olbrzymią wprost przyszłość, jest winorośl. Sprawę tę należy traktować nietylko jako środek podnie­sienia dobrobytu miejscowej ludności, lecz na miarą ogólnie państwo­wą, gdyż odpowiednie rozbudowanie plantacyj winorośli może w zu­pełności uniezależnić Polskę od importu winogron   deserowych. Ob­

szar winnic na terenie Ciepłego Podola i Pokucia wynosi obecnie około 150 hektarów, z czego owocuje już blisko połowa. Terenów na­dających się na uprawę winorośli jest przeszło 1.500 ha. Przywóz winogron deserowych do Polski wynosi przeciętnie 600 wagonów rocznie. Licząc, że przy większej produkcji cena winogron krajowych obniży się loco winnica do 50 groszy za 1 kg. owocu deserowego, co daje jeszcze właścicielowi około dziesięciokrotnie wyższy dochód niż obecnie uprawa zbóż. to przypuszczać należy, że spożycie wino­gron podwoiłoby się i wyniosłoby około 1.200 wagonów, które możnaby z łatwością wyprodukować na wyżej wymienionym obszarze. To zupeł­nie powierzchowne obliczenie daje obraz, jak wielkie znaczenie ma uprawa winorośli w tym najcieplejszym zakątku   Rzeczypospolitej.
Przy zrozumieniu tych olbrzymich korzyści przez społeczeń­stwo i przy poparciu sfer miarodajnych możnaby z łatwością w przecią­gu najbiższych 10 lat doprowadzić obszar winnic do owych 1.500 ha. Ponieważ hodowla winogron zajmuje na Podolu i Pokuciu najważniej­sze miejsce i jedynie tam plantacje handlowe wyjść mogą poza obręb murów i okien   szklarniowych,   chciałbym się nią nieco dłużej zająć.
Jednym z najszlachetniejszych i najlepszych owoców są winogrona. Posiadają one prócz właściwości owocu deserowego również bardzo poważne zastosowanie lecznicze. Do tego czasu niestety Pol­ska była zmuszona sprowadzać je prawie wyłącznie z za granicy i wszy­scy znamy je pod nazwą węg erskich, rumuńskich, hiszpańskich i t. p.

Typowa winnica w Zaleszczykach.

A jednak opierając się na doświadczeniach lat przedwojennych, wiadomem było. że plantacja winorośli szlachetnej ("Vitls vinlfera) w obrębie rzeczypospolitej może dać wyniki najzupełnie zadowal-niające. Nadają się pod jej produkcję handlową specjalnie wybrane, naj­

bardzie) na południe wysunięte tereny na  Ciepłym Podolu i Pokuciu.
I tak istniały mniejsze lub większe winnice nad Dniestrem w Zaleszczykach, Okopach Św. Trójcy i Zazulincach. Z tych najwięk­szą była winnica w Zazulincach. obejmująca około 10 hektarów, przy. czem swojemi nadzwyczaj słodkiemi owocami konkurowała zwycięsko w Czerniowcach, Stolicy byłej Bukowiny, z winogronami węgierskiemi. Charakter jednak tych winnic był raczej lokalny i amatorski, gdyś produkcja winogron w Małopolsce, jako byłej dzielnicy austriackiej by­ła spowodu wielkiej produkcji winogron na Węgrzech nieopłacalna.
Obecnie stosunki zmieniły się radykalnie. Tereny winniczne na Ciepłem Podolu i Pokuciu, nadłjące się idealnie do tego celu, zamknięcie celne granic i kierunek samowystarczalności w państwie, dają ogromne możliwości. To też jako pierwsi pionierzy winnictwa poszli

liczni rolnicy, osiadli na terenach nadających się pod winnice. Pow­stały winnice w Zaleszczyckiej Szkole Ogrodniczej (założone przez dyrektora ś. p. Dr. Władysława Kubika), w Chmielowej, w Zazulincach, Dźwiniaczu, Wysuczce, Milowcach, Kniażu nad Czeremoszem. Liesiecznikach, Lataczu, Szutromińcach, Torskiem, Dźwinogrodzie, Horoszowej, Babińcach. Czortkowie i in.
We wszystkich tych miejscowościach długoletnie próby wyka­zały, że winogrona „polskie" są tej samej jakości, co zagraniczne i zupełnie słodkie, ale pod tym warunkiem, że owoce zostaną, zdjęte w stanie zupełnej dojrzałości.

Winogrona nasze dojrzewają 8 do 20 dni później niż zagra­niczne, t.j. węgierskie i rumuńskie i w takim okresie czasu później mogą być wypuszczone na rynek. Jednak istnieją odmiany wcześnie dojrzewające, wprawdzie może nieco mniej plenne, które w tym kie­runku mogą dorównać zagranicznym i być razem z niemi sprzeda­wane. — Odmianą, która nadaje się na masową produkcję winogron deserowych jest chrupka złota i różowa (Chasselas dore i rosę) Jest ona w handlu najbardziej znane i poszukiwana, jako wykwintna w smaku i do transportu najwytrzymalsza. Dojrzewa w naszych warunkach średnio-wcześnie (I okres dojrzewania) t. j zależnie od wa­runków atmosferycznych między końcem sierpnia a 20 września. — Z wczesnych odmian nadają się do hodowli w naszych warunkach: Per­ła z Csaby. Agostenga, Magdalenki andegaweńska i królewska, czarne wczesne ma sylskie, portugalskie niebieskie, z późniejszych (II okres dojrzewania), frankentalskie wczesne i muszkatelka hamburska
Cała hodowla jest u nas na razie nastawiona w kierunku pro­dukcji winogron deserowych, natomiast wyrób wina jest raczej gałę­zią poboczną, jednak nieodzownie potrzebną Hodowla winogron de­serowych zawsze daje pewien procent (10—20 %) braków, nadają­cych się do wyciśnięcia na wino, a także grona dotknięte klęską gra­dobicia nadają się również tylko na ten cel
Produkcja innych owoców daje tu ogromne możliwości. Przedewszystkiem hodowla jabłek i gruszek, które dojrzewając pod gorą­cym słońcem Podola posiadają większą zawartość cukru, są bardziej aromatyczne i wybitnie zabarwione, co wyróżnia je od owoców pół­nocnej połaci kraju. Już obecnie w zaleszczyckiem produkuje się prze­cudne renety pomarańczowe Coxa. popularne zwane ..Koksami", wyso­ko szlachetne białe kalwile Pepiny Lineusza i londyńską oraz inne najszlachetniejsze odmiany. Kosowszczyzna zaś produkuje już od daw­na i to w poważnych ilościach szlachetne odmiany jabłek, z pośród których na pierwsze miejsce wybija sję kosowski Jonathan. Mó­wiąc o produkcji owoców nadmienić należy i o produkcji orzecha włoskiego, którego najpoważniejszymi ośrodkami są Kosowi Kuty koło Kołomyji.
Także została zapoczątkowana hodowla czereśni i wiśni i daje już rezultaty w formie dorodnych i słodkich owoców. Spec­jalnie odmianami mogącemi w krotce wywalczyć sobie poczestne miejsce na rynkach polskich są; Najwcześniejsza Majowa, Czerwona Büttnera i Olbrzymka Hedelfingera. — Są również i miejsca odpo­wiednie na produkcję śliwek. Szczególnie miejscowe odmiany węgie­rek wyróżniają się nadzwyczajną słodyczą.
Do specjalnych kultur   które   przy sprzyjających warunkach

klimatycznych i terenowych mogą zaważyć na bilansie handlowym Państwa, należą kawony i melony gruntowe. W roku 1933 i 1934 sprowadzono kilkudziesięciu specjalistów węgierskich i w licznych punktach zasadzono dość poważne przestrzenie. Rezultatem tych prób było przyswojenie przez miejscowych ogrodników „węgierskie­go" sposobu uprawy, jakoteż wynalezienie odpowiednich tere­nów, które dają rękojmę, że hodowla kawonów może dać z wyjątkiem lat szczególnie mokrych, zupełnie zadawalające rezultaty i poważne dochody. - W bieżącym roku zainicjowane przez Lwowską Izbę Rol­niczą doświadczenia odmianowe wykazały, że najlepszymi odmianami są węgierskie, względnie inne będąca w typie tychże, t. j. o skórze ciemnozielonej, miąższu wybitnie czerwonym a podchodzącym aż pod samą skórkę i drobnych jasnobrązowych ziarnkach.
Lwowska Izba Rolnicza,  doceniając tak   korzystne warunki,

Okopy : Brama  Lwowska
Fot M. Baumer.

zajęła się od samego jej utworzenia popieraniem tu sadownictwa i winiarstwa, co wyraziło się utworzeniem przez nią czterech placówek instruktorskich sadownictwa I winiarstwa w Zaleszczykach, Borszczowie, Śniatynic i Kosowie.
Pozatem od r. 1931 na powyższych terenach działa Podolsko Pokucki Związek Posiadaczy Sadów z siedzibą w Zaleszczykach, któ­ry zrzesza w swoim gronie prawie wszystkie większe sady i winnice, jakoteż włościańskie kola sadownicze.
Miejscowe społeczeństwo, chcąc wykazać dorobek swej pracy jakoteż ukryte jeszcze i w wielkiej mierze nie wykorzystane bogactwa tej „podolskiej nafty", zorganizowało na jesieni r. 1935 pod wysokim

protektoratem Pana Premjera Sław. Śkładkowskiego, Pp. Ministrów Poniatowskego i Kasprzyckiego i P. Marszalka Prystora - uroczystości „Winobrania" połączone z dożynkami, których celem jest zaznajo­mienie całego społeczeństwa z zagadnieniem Ciepłego Podola i Po­kucia.

Holihrady: Sfinks Podolski.      Fot  Baumer.      Żeźawa: Cerkiew z XVIII w.
Inż. Edward Fonferko.

Warunki gospodarcze   Ciepłego Podola

z punktu widzenia zainteresowań inteligencji miejskiej.
Ciepłe Podole jest tym wyjątkowym zakątkiem Państwa, gdzie specyficzne warunki struktury fizycznej, położenia i klimatu stworzy­ły pewne możliwości gospodarcze niedostępne dla innych dzielnic Polski.
Możliwości te interesują w pierwszym rzędzie rolników i ogrodników ale nie są, względnie nie powinny być niedostępne dla inteligenci miejskiej, która może je wyzyskać z korzyścią dla popra­wienia swego bytu czy rentownego wyzyskania kapitału.
Jest rzeczą znaną, że dążeniem każdego pracującego człowie­ka a specjalnie Inteligenta przywiązanego do miasta i pracy biurowej

jest stworzenie sobie własnego ośrodka za miastem czy na wsi, doj­ście do własnego kawałka ziemi i własnego domu. gdzie można spo­kojnie spędzić czas wolny od zajęć, wysłać na odpoczynek rodzinę czy wreszcie osiąść jako emeryt.
Założenie takiego własnego ośrodka, który byłby jedynie sie­dzibą wypoczynkowa, jest przedsięwzięciem dostępnym jedynie dla osób bardzo zamożnych dla których martwa lokata kapitału nie spra­wia trudności.
Inaczej natomiast przedstawiać się będzie lokowanie oszczęd­ności we własnym ośrodku czy własnym kawałku ziemi, który stanie się źródłom dochodu a nie wyłącznie miejscem wypoczynku. Takie właśnie możliwości daje Ciepłe Podole Kupienie tutaj kawałka ziemi i stworzenie siedziby na niewielkiej nawet działce ale przy odpowied­nim jej zagospodarowaniu pozwoli na Ciepłem Podolu rentownie wy­zyskać włożony w ziemię kapitał.
Rentowność małych ośrodków rolniczo — ogrodniczych możliwa jest na Ciepłym Podolu dzięki temu, źe plantować tutaj można te ro­śliny, które pomimo że wymagają, większej ilości pracy i troskliwszej opieki niż inne rośliny gospodarskie, dzięki wysokim cenom uzyskiwa­nym, lepiej a nawet zupełnie debrze się rentują.
Do tych roślin, które plantowane na niewielkich przestrzeniach mogą zapewnić pokaźne zyski należy w pierwszym rzędzie   winorośl.
Już winnice półmorgowe mogą być poważnymi handlowo plantacjami, które właścicielowi dać mogą ponad 1 000 zł. czystego zysku rocznie.
Obok winnic sady, plantacje melonów i kawonów, pomidory i tytoń to są działy produkcji, które prowadzone na małych działkach urzędniczych mogą dać dosyć znaczne korzyści.
Możliwości te winny zachęcić inteligencję miejską szukająca) pewnej lokaty kapitału do zainteresowania się Ciepłym Podolem, a specjalnie jego częścią najcieplejszą to znaczy leżącą w )arze Dniestru i Seretu.
Dzisiejsza ciasnota na rynku pracy po*inna również wpłynąć na to aby młodzież miejska szukająca bezowocnie zajęć biurowych czy też chwytająca źle płatne i zdolności jej nie odpowiadające zaję­cia, zawróciła uwagę na możność zarobkowania samodzielnego przy wła­snych warsztatach pracy. Możliwość plantowania wyżej wspomnianych roślin, a w pierwszym rzędzie winorośli, pozwoli na stworzenie samo­dzielnych warsztatów pracy przy zapotrzebywaniu stosunkowo nie wiel­kiego kapitału dając w zamian wystarczające warunki egzystencji I pewność pracy.
Tych kilka uwag mających na celu zainteresowanie Inteligen-

cji miejskiej Ciepłym Podolem z punktu widzenia ekonomicznego, na­pisałem w związku z obchodem Winobrania w tym celu, aby te oso­by, które przybędą na Winobranie, a noszą się z zamiarem stworzenia własnych ośrodków wypoczynkowych, czy też mają możliwości loko­wania lub inwestowania kapitałów, zechciały zainteresować się możli­wościami ekonomicznymi Ciepłego Podola.

Plaża w południe.
Inż. Adam Lewicki Instr. winiarstwa i sadown. Lwowskiej Izbr Rolniczej.

Zakładanie winnic.

W ostatnich latach wzrosło zainteresowanie uprawą winorośli. Uprawa tej tak szlachetnej rośliny znana była u nas dość dawno. Zakonnicy, głosząc naukę Chrystusową, sprowadzeni przez Bolesława Chrobrego, rozpowszechnili kulturę winorośli. Dużo nazw miejscowoś­ci, jak Winniki, Winiatyńce, Winograd i inne oraz nazwy łanów jak Winnica i t. d. świadczą o tern.
Lepsze warunki klimatyczne na południu (Węgry, Francja i t. d.)

oraz rozwój kolejnictwa, spowodowały zaniedbanie naszych winnic, gdyż rozpoczęto sprowadzanie nie tylko win ale i owoców do Polski.
Po odrodzeniu Państwa Polskiego rozpoczęto na nowo kultu­rę winorośli w tych właśnie dzielnicach Polski, gdzie już takowa by­ła znana Od roku 1926 w szybkiem tempie postępuje zakładanie win­nic.
Uprawę winorośli należy zaliczyć do jednej z najtrudniejszych, jak pod względem jej pielęgnacji, tak i wymagań oraz kosztów zwią­zanych z racjonalnym założeniem.
Wybór miejsca i gleby. Najlepszym stanowiskiem dla winnicy są stoki wzgórz oraz jary Dniestru i Seretu W miejscowoś­ciach o osłonach naturalnych, można też zakładać winnice na rów­ninach Ciepłego Podola i Pokucia Warunki te posiadają, południowe powiaty woj. Tarnopolskiego (Borszczorwski, Buczacki, Zaleszczycki, południowa część pow: Kopyczyaieckiego i Czortkowskiego) oraz wojew. Stanisławowskiego (Horodenka, Śniatyn i Kosów).
Winorośl jest rośliną pod względem gleby mało wybredną i utrzymuje się nawet na bardzo suchych terenach I na bardzo wyso­kich położeniach. Najlepiej udaje się na ziemiach przepuszczalnych, glinkowatych i próchniczych zasobnych w wapno.
Gleby podmakające i nisko położone, oraz sapowate zupełnie nie nadają się. Pod względem stanowiska winorośl jest nadzwyczaj wybredną i jako roślina pochodzenia południowego, wymaga maximum naświetlenia, ciepłej wystawy osłoniętej od wiatrów północnych i północno-wschodnich i zachodnich. W Polsce środkowej uprawa winorośli jest możliwa tylko przy stosowaniu specjalnych osłon i w dodatku przy rozpinaniu krzaków na murach.
Uprawa gleby. Miajsce przeznaczone na winnicę winno być głęboko przekopane na 40 do 50 cm. (zregulowane) względnie przy uprawie mechanicznej, jeżeli jest to możliwe, głęboko przeorane pogłębiaczem. Wykonanie regulówki względnie głębokiej orki winno być wykonane jaknajwcześniej, tak, ażeby do czasu sadzenia spulchniona rola należycie osiadła, gdyż w przeciwnym razie osiadając po wysa­dzeniu spowodowałaby wielkie straty, uszkadzając delikatne korzonki młodych roślin. Najodpowiedniejszą porą dla przeprowadzenia regu­lówki jest miesiąc lipiec lub sierpień.
Zbocza w zależności od nachylenia reguluje się pasami. Im większe nachylenie tern węższe pasy reguluje się, pozostawiając część nie zregulowaną, która będzie   służyć jako oparcie, by zregulowana - część nie osunęła się.
Sadzenie. Najodpowiedniejszą porą   sadzenia  jest koniec

kwietnia do połowy maja, to teł zamówienie sadzonek należy usku­tecznić jut w zimie.
Winorośl sadzi się w rzędach odległych od siebie 1,50 a w za­leżności od żyzności gleby od 1.20 do 150 w rzędzie. Na równinach oraz na małych pochyłościach rzędy winne być skierowane z półno­cy na południe, dla lepszego I równomiernego ich naświetlenia, zaś na silnych zboczach, przy bu Iowie tarasów, kierunek ten jest  nie-

Fot. Loret

możliwy i dlatego pozostawiony ze wschodu na zachód. Przed przy­stąpieniem do zasadzenia należy oznaczyć miejsca tyczkami (1.20 do 150.) do których następnie będq podwiązane pędy winorośli. Po otrzymaniu sadzonek, należy je natychmiast rozpakować i umieścić w wil­gotnym piasku, by nie przeschły. Przed samym sadzeniem należy skrócić korzenie na 10 do 15 cm. oraz przeciąć pęd szlachetny na 2

do 3 oczek Dobrze jest sadzonki namoczyć w wodzie lub papce z gliny i krowieńca, co zabezpiecza od wysychania.
Obok każdego palika kopie się dołek w zależności od długo­ści sadzonki (około 30 cm. głęboki i szeroki.) Sadzonkę umieszcza się koło palika tak, by miejsce szczepienia było o 1 do 2 cm. nad poziomem i rozkłada staranie korzenie na kopczyku usypanym w dołku. Po zasypaniu ziemią do połowy dołka, ziemię mocno się u gniata i obficie podlewa wodą, poczem zasypuje się dołek do pozio­mu, a następnie usypuje się kopczyk z pulchnej ziemi, przykrywając pęd szlachetny.
Pielęgnacja w pierwszym roku po posadzieniu. Po 10 do 15 dniach, w zależności od pogody, należy kopczyki ostroż­nie rozgarnąć, ewentualnie znajdujące się tam szkodniki usunąć 1 z powrotem dobrze przetartą ziemią zasypać. Z chwilą gdy pierwsze listki już się rozwijają należy stopniowo kopczyki rozgartywać wybie­rając dzień pochmurny, względnie czynność tę wykonać po południu,

Uściezko: Jar Dniestru

by młode listki jeszcze dostatecznie nie zahartowane, nie zostały spalone.
Gdy rośliny osiągnęły długość 6 do 8 cm. należy skropić je cieczą bordoską przeciw peronosporze i opryskanie to powtórzyć 4 do 6 razy. W ciągu lata wilgotnego i parnego więcej.
Winnica powinna być utrzymana w czystości; wszelkie chwas­ty nahży usuwać. W miarę wyrastania pędu należy go podwiązywać do palika.
Miejsce szczepienia (kopulacja) należy w ciągu lata dwukrotnie

odkryć na przeciąg 2 do 3 dni celem przewietrzenia oraz usunięcia korzeni wyrośniętych z miejsca szczepienia z części szlachetnej
Na jesieni przed nastaniem przymrozków, podgartujemy kop­czyk, zabezpieczając miejsce szczepienia, zaś po opadnięciu liści przyginamy pędy do ziemi I przykrywamy czystą ziemią bez domieszki jakiegokolwiek kompostu czy liści.
Na wiosnę drugiego roku, jak się już dostatecznie ociepli i ziemia przeschnie, ostrożnie odkrywamy winnicę. Po obeschnięciu pędów przecinamy winorośl, pozostawiając jeden pęd na 2 do 3 oczek.
W ciągu drugiego roku pielęgnujemy tak samo jak w pierw­szym, skrapiamy cieczą bordoską, przewietrzamy miejsce szczepienia utrzymujemy czystość na winnnicy, podwiązujemy pędy do palika oraz przykrywamy winnicę na zimę.
Na wiosnę trzeciego roku, o ile krzewy są dość silne, przeci­namy na owocowanie. W naszym klimacie najodpowiedniejszym spo­sobem cięcia jest system G u y o t 'a. Jeżeli krzak posiada dwa silne zdrowe pędy, wtenczas dolny przecinamy na dwa oczka (na pęd zastępczy) a pęd górny na 4 do 6 oczek na owoc.
Na wiosnę trzeciego roku przystępujemy do instalowania dru­tów. W tym celu przydajemy każdym 5-tym krzakom silny slup (180 do 2 mtr.) wzdłóż całego rzędu naciągamy drut. Pierwszy drut na 45 cm. od ziemi, drugi i trzeci co 25 cm. Do pierwszego drutu podwiążujemy pęd owocujący, zaś wyrastające z niego pędy owoconośne podwlązujemy do drugiego drutu, a następnie do trzeciego. Pędy wyrośnięte z czopka, przeciętego na dwa oczka (zastępcza) podwią­zujemy pionowo do palika.
Po przekwitnieniu winnicy (około 15 czerwca) przecinamy pę­dy owoconośne na 6-8 listkiem nad gronem, by w ten sposób wstrzy­mać ich wzrost na korzyść gron. Wszystkie pasierby na pędach owoconośnych usuwamy zupełnie, jedynie ostatni usuwamy nad pierw­szym listkiem.
Pasierby wyrośnięte na pędach zastępczych uszczykujeiiy nad pierwszym listkiem, a to dlatego, by nie pobudzić do rozwoju teoczka, które będą nam potrzebne w następnym roku. W drugiej po­łowie września usuwamy wierzchołki pędów zastępczych, tę część która jest jeszcze zielona, by w ten sposób dolna część lepiej zdrew­niała.
Poza tymi czynnościami, wykonujemy wszystko to co w pierw­szych dwu latach.
Na jesieni po zbiorze owoców odwiązujemy krzew od drutów i pozostawiamy tak do przymrozków. Po całkowitem opadnięciu liści przystępujemy do przykrywania winnicy na zimę, wykonując   uprzed­

nio cięcie jesienne. W tym celu usuwamy całkowicie pędy, które, odowocowały, zaś u pędów zastępczych usuwamy część niezdrewnla-|ą i przykrywamy ziemią.
W następnych latach wyprowadzamy krzaki na dwa ramiona, to cnaczy, w miarę rozrostu krzaków wykształcamy dwa czopki (zastęp­cze) a następnie dwa ramiona owocujące i postępujemy tak jak w trzecim roku.
Wszelkich informacyj w sprawie zakładania winnic udzielają instruktorzy sadownictwa i winiarstwa Lwowskiej Izby Rolniczej oraz instruktorzy Państwowej Szkoły Ogrodniczej w Zaleszczykach.

Plaża   Soneczna
Mieczysław Limanowski.

Step jest dookoła.

Na placu głównym w Zaleszczykach niema jeszcze palm. Któż mógłby wątpić, fe będą kiedyś jak na wielu skwerach miast połud­niowych?
Tymczasem w ogrodach są morwowe drzewa i orzechy włos­kie, dające wilgłe cienie i spacer wystarczy, abyś odkrył winnice, które kąpią się w słońcu i sady morelowe, w których najmłodsze liście buchają czerwono jak ognie. Idziesz na plażę. Masz Dniestr, w górze tropiki i słońce. Najważniejsze to, że nie możesz od razu się zorien­tować gdzie jesteś i chwycić ton, który igra w powietrzu i chce do ucha twego wpaść niechybnie.

Są sympatyczne niezwykle. Gubisz się, błądzisz. Miasteczko masz ruchliwe, hotele jazbandy. Goście są na ulicach, megafony na plażach. Mylą cię róże opulentne jak w Nerwi. Mylą cię drzewa Gingko okazale japońskie.
Mylą cię twarze, kostjumy, uśmiechy, Maskarada zbija cię z tropu. Nawet i dancingi rozbawione po nocach każą ci raczej wszystko widzieć inaczej niż jest w istocie.
Prawda, że prowokuje cię księżyc.
Czerwony lub zielony krzyczy jak upiór w obrazie Matejki. Gdzież jest Wernyhora, bo przecież sobie coś przypominasz? Gdzieś to widziałeś, gdzieś o tym czytałeś? Bliziutko już jest tonacja twego ucha. Jeszcze cię myli to i owo. Nie jesteś daleko.
Wreszcie po kilku dniach szukania jesteś w domu. Pojechałeś spacerem do Gródka albo do Uścieczka. Odkrywasz ze zdumieniem step, wielki step. Uspokajasz się wtedy i zaczynasz nowymi oczami spoglądać. Dniestr błyszczy   jaśniej niż wczoraj, słońce bardziej pali.
Zapachy kryją smętek, bodiaki są przy drogach. Spoglądasz na ścianę skalną. Melancholia już w tobie delikatnie śpiewa. Głos mówi: jest step dooko­ła. Wiekuisty, nieśmiertelny step,   a    tu    monaster wśród zieleni, gdzie bije krynica. Jednym słowem zaczynasz na­gle brać ze wszystkiego zdro­wie. Step cię leczy, za wszy­stko mały tylko procent prze­pysznie odlicza.
Teraz już nie mylą cię głosy miasteczka. Zerwałeś maskę która pokrywała sens głębszy. Goście, dancingi, co kompanują   się   we wszystko.
Wszędzie widzisz oczy ogniste. Śpiew nawet rozbawiony wydaje ci się zawodzeniem. Nawet fałszujące gramofony   poddają   ci raczej mono­tonną nutę bezgranicznie daleko   ciągnącego   się stepu   niż  pogwar chaotyczny popsutego miasta. Cóż jest step pytasz?
Zaczynasz sobie uświadamiać, że jest powietrze suche, skoro jest obszar po którym powietrze szybować może jak jeździec w galopie.

Promenada na plaży.
Fot. Baumer

Widzisz, ze słońce gorejące i smętek mogą stanowić nierozerwalną dwójkę. Że Dniestr wreszcie, którego fala wirami się zakręca, nie po­trzebuje mieć innego łoza jak łoża z bodiaków.
Uważasz nawet, że jest wszystko w porządku, skoro gorąco spada i miażdży twą wolę. Odkrywasz Afrykę. Żar słońca wydaje cl się jak kamień, który kładzie się na twej piersi, abyś drgać nawet przestał. Leżysz, nie chcesz czy nie możesz wstać. Oko które było nazewnątrz obracasz wężowo co raz na wewnątrz sondując siebie i letarg w który popadłeś. Niech szaleją skwary. Oko zmęczone słoń­cem może atramentem wzbierać W tobie i wewnątrz rozwierają się podziemne i przepastne drogi. Góry znikły. rozvarł/ się czeluście.
Ze zdumieniem obserwujesz, że stałeś się impulsywny. Na każdy głos potrafisz teraz drgać podwójnie Zamiast jednej woli, któ­ra była, zaczynasz mieć wybuchy cząstkowe. Słońce miażdży do koń­ca twą wolę, ktoś winogrono ciężkiemi stopami tratuje. Nawet nie wiesz, że krople się wina nowego w tobie rodzą, do których idziesz przez mękę.
Słońce zresztą nie tylko ukatrupia twą wolę. Wnet myśli za­czynają schnąć jak badyle zżółkłe, znikome. Co jest jednak dziwnym, że się nie trworzysz. nie lękasz Głos tobie opowiada cuda, które przyjdą. Masz dziwną   wiarę, dziwną   dufność.   Oddajesz się słońcu,
które pali, smaży. Chwilami jesteś wbity na pal Wieczorami oglądasz na zachodzie ogromne pożary. Nawet Dniestr zmienia się w krew cały, rozpoczyna się noc, w której się iskrzą gwiazdy buńczucznie. Mówisz do siebie — step to są sekretne fluidy. Step to słońce bez ruchu.
Jakiś spokój, sen podziemny zgarnia twoje całe „ja" bez resz­ty. Obojętny stajesz się na najbardziej ostre rozdarcie. Stajesz oniemisty na najmniejszą kroplę dżdżu, która zlatuje w powietrzu śpiącym, nie­ruchomym. Raz się zrywasz, raz leżysz. Wysiłkiem wielkim jest cho­dzenie. Twardym zaczynasz powoli być jak stepowe bodiaki. Wiesz że kiedy zbudzisz się będziesz potrojony w swych żyłach.
Spadają na ciebie aromaty, upajają absyntem. Zaczynasz się nawet śmiać nerwowo. Flora ostów, szarpanych potworów, zaczyna cię cieszyć. Spoglądasz na kolce, na noże wykrojone, na brzytwy. Bodjaki zamiast cię straszyć, ciągną, hypnotyzują wprost oczy. Słońce rozdziera wnętrzności.
Oczy są ślepe.
Wtedy opada twa głowy do reszty. Leżysz. Słyszysz szelest To Dniestr zamienia się w węża. Ucho twoje słyszy nie plusk, a peł­zanie po trawic. Wielka rzeka cykającym języczkiem dotyka twego ucha

Zaczynasz rozumieć głosy zwierząt, roślin słońca w górze. Bicie serca kondensuje w tobie jaźń i świat cały nowym kluczem otwiera. Tak idą godziny.
I cóż, że wola twoja jest rozbita przez słońce na puch i proch, kiedy jutro wstaniesz z odrętwienia, dziwny, zcałkowany, konstruktywny?
Wierzysz, zawierzasz stepowi. Wiesz, że wola twa wyjdzie spod ziemi.
Cóż jest step pytasz? Czy nie wolność pizestrzeni? Jakieś scho­wanie w głąb wężowe, gdy się słońce zbija w pożary na niebie?
W Zaleszczykach drzemie miasteczko, dziwotwór oderwany od gleby. Plaża roi się od kolorów, muzyka jazbandu ogłusza. Wy­soka ściana, plusk Dniestru, gwiazdy po nocach są jednak ramą, która trzyma ruch i życie w żelaznym uścisku.
Nęcą zapachy z ogrodów. Myślałeś zrazu, że to Gdynia, mo­że Zakopane; jest step. inna natura niewiarygodnie bogata. Jest na słońcu w rozpalonym powietrzu i nad wartką wodą kolorowy kwiat, jak bodiak wykrojony cudacko.
Akacje na cieniutkich pniach są jak na zboczach Ruwenzori drzewiaste paprocie. Gąszcz morelowy trzeszczy od zdrowia, czyni pląs ognistych gałązek pod który mi zielenią się kule jutro jak miód słodkie i ciepłe. Jest i winna latorośl, w której muzykują świerszcze.
W Polsce mamy nad Dniestrem do barw bujnej palety  doda­ną jeszcze jedną barwę. Jakżesz ta barwa jest pełna, jakżesz ta bar­wa jest soczysta   Przybywa do Jastarni i morza, do Zakopanego i gór, do Białowieży i puszczy kolor  stepu, który   w   Zaleszczykach   ma sekret sekretów naszej natury.
J. Schwartz.

Czerwonogród.

Niedaleko, bo zaledwie 28 km. od Zaleszczyk, leży w malowni­czej kotlinie Dżurynu, wśród jarów i lasów, jak zaczarowany w baj­ce, Czerwonogród. Zaścianek skromny liczący zaledwie 400 mieszkań­ców przeżywał kiedyś lepsze czasy. Tu bowiem była do roku 1772 siedziba starostwa należącego podówczas do województwa podolskie­go z siedzibą w Kamieńcu. Wioska zamieszkała wyłącznie przez legitymowaną szlachtę polską jest uboga, bo małe gospodarstwa rolne dają   mieszkańcom   zaledwie  tyle, ile   potrzebują   na skromne
życie. To też ludność zabrała się ostatnio do plantacji tytoniu i do sadownictwa.

Czerwonogród :
Zamek

Główną atrakcję Czerwonogrodu stanowią jego zabytki, które w obramowaniu starych drzewostanów, urwistych ścianek i grzmiące­go wodospadu, przemawiają do nas tajemniczym językiem.
Ośrodek zainteresowania turysty stanowi zamek, raczej pałac dawna rezydencja książąt Ponińsklch. Ze względu na wybór miejsca i wykorzystanie rzeźby terenu jak też na materjal użyty do podmu­rowania, należy on do zabytków średniowiecza, aczkolwiek obecną swą postać zawdzięcza nowszym czasom Czerwonogród to jeden z najstarszych grodów na Rusi, według niektórych historyków jeden z zagadkowych Grodów Czerwieńskie h o których wspomina kronikarz ruski Nestor. Stąd się miała wziąć nazwa Ziemi Czerwieńskiej czyli czerwonej. W tym naświetleniu obecny zamek jest dzieckiem w pro­stej linii dawnego dworzyszcza, sędziwego „castrum rubrum". W XV. wieku stał tu nad urwiskiem Dżurynu warowny zamek, gdzie rządzili starostowie królewscy, panowie z Buczacza herbu Abdank, a po Bu­czackich, Jazłowieccy. Gdy ród ten wymarł, władali zamkiem Daniłowicze, którzy na miejscu dawnego zamku wznieśli z początkiem XVII. w. murowany. Był to duży czworoboczny gmach piętrowy o czterech narożnych basztach obwiedziony ponadto obronnym murem z bramą wjazdową od zachodu. Zamek służył nietylko do celów obrony, lecz był zarazem siedzibą wielmożów. Za wstawieniem się Buczackich otrzymał Czerwonogród od króla — jako pierwsza miejscowość na Kresach-prawo magdeburskie.
Według podania bawił na zamku król Jan Olbracht w przemar­szu na nieszczęsną wyprawę do Mołdawii. Podanie to nabiera prawdo­

podobieństwa, gdy się zważy, ie król Olbracht istotnie przeprawi) się w r 1497 z pospol. ruszeniem przez Dniestr pod Uścieczkiem, zdą­żając przez Kocmań (na Bukowinie,) pod mury Su cza wy I ze odległość z Uścieczka do Cierwonogrodu wynosi zaledwie 5 km. W okresie włodania Jazłowieckich "nawiedził Podole" Petryło (Piotr IV Raresz) hospodar Mołdawii. W tym samym roku (1538) zajął Petrylo warownię czerwonogrodzką i zburzył położony obok klasztor O. O. Dominika­nów, z którego obecnie nie ma śladu. Gdy straszliwy murza Kantemir po klęsce Cecorskie) (1620) wpadł na czele hord nogajskich z Budziaka na Podole, gdy zaro ły się zarośnięte trawą dawne szlaki Pieczyngów, Torków i Taterov, nie uszedł teł Czerwonogród okrutnemu losowi. Zamek zdradziła jak podane głosi — kobieta z ludu. Zburzono go a załogę wycięto w pień. Po dziś dzień nazywa się pole (dawniej las) "Kantemirówka". Rok 1655 widział pod murami Czerwonogrodu woj­ska moskiewskie Baturlina, a później kozactwo Doroszenki, które zniszczyło bezprzykładnie całe Podole. Według naocznego Świadka fryzyjczyka Uiryka Werdun nie było po tych najazdach w tych stro­nach "ani gospód, ani domów, ani psa, ani koguta".
Nastał pięcioletni pokój, poczym rozpoczęły się najazdy Tur­ków, w których nazwiska Mahometa, Ibrahima Szyszmana i Ibrahima Szejtana paszy zapisały się w pamięci ludności na długie czasy a gdy na mocy traktatu przyznano powiat czerwonogrodzki Turcji, zamek leżał w gruzach. Lecz już po kilku latach w okresie wyprawy wiedeńskiej Jana Ul — zdobył hetman Anndrzej Potocki zamek z powrotem. Odtąd Czerwo­nogród pozostaje przy Polsce, lecz zamek musiał czekać przez wiek cały na odbudowę.
W roku 1778 rząd austriacki sprzedał Czerwonogród jako królew-szczyznę razem ze starostwem ks. Ka­rolowi Ponińskiemu, który przystąpił do rozebrania dwu baszt, jedno skrzy­dło przerobił na pałac a dwie przy­ległe baszty pozostawił. Syn jego, uważając je za zbyt niskie kazał je ro­zebrać i postawić pod kierownic­twem architekta Makłowskiego dwie nowe baszty z blankami, które połączył tarasem włoskim.   Tak   doszedł    zamek,    straciwszy   wiele ze

Czerwonogród: Wodospad.

swego   pierwotnego  charakteru, do obecnej formy.
Bardzo ciekawym zabytkiem architektonicznym jest również kościół położony w sąsiedztwie pałacu. Podczas najazdów był on kilkakrotnie burzony i odbudowany, ostatnio przez Kontantego Rycińskiego. Charakter kościoła jest późnorenesansowy. Wnętrze zdobią stare polchromie, a w podziemiach mieści się krypta gdzie spoczywają zwłoki zakonników. Na ścianie południowej wmurowana jest płyta grobowa z XVII w.
Szczególnym pietyzmem otaczała zabytki czerwonogrodzkie Ks. Helena Ponińska. Ona to wyposażyła klasztor S. 5. Miłosierdzia* wzniosła piękne mausoleum *) w stylu klasycznym z portykiem usta­wiła tam rzeźbę marmurową Thorwaldsena przedstawiającą alegorię śmierci jej małżonka i córki. Przepiękny portret księżny zdobi dziś pokój gościnny klasztoru.
W oddaleniu kilkuset kroków od pałacu leży wspaniały wodo­spad, największy na Podolu. Wody Dżurynu spadają szeroką kaskadą miliardów błyszczących skier z wysokości 16 metrów ogłuszając hu­kiem wszystko naokoło.
Widzenia godną jest też staruszka cerkiewka z drewnianą dzwonicą i starym ikonostasem w pobliskich Nagórzanach, rzadki zabytek z czasów panowania Turków, jak też przepiękna partja z Czerwonogrodu do Uścieczka (5 km.) ciągnąca się serpentynami wzdłuż jaru Dźuryna, tonąca wśródjskał, lasów i różnorodnego kwiecia.
Czerwonogród reprezentuje nie tylko najpiękniejszą okolicę ziemi zaleszczyckiej, ale należy też do najbardziej ciekawych za­kątków Ciepłego Podola. Wiele tu odeszło bezpowrotne w przeszłość, wraz z dawną Rzeczpospolitą zeszedł też do grobu z ostatnim starostą splendor Czei wonogrodu, jednak to co pozostało jest zdolne wycza­rować żywą wizję minionych wieków.
J. SGHWARTZ.

Dożynki.

Miedzy świętem Spasa a świętem Michała, kiedy wiatry czarnomorskie układają cienkie pajęczyny babiego lata na krzewach winorośli, na mikołajkach i bodiakach polnych i rozbrzmiewają śpiewy po winnicach i polach kukurydzy a z plantacyj tytoniu znoszą liście do suszarni,   rozpoczynają się na Podolu obrzędy „dożynek .
Odbywają się one prastarym zwyczajem po dworach i zagro­dach i mają w poszczególnych ośrodkach nieco odrębny   charakter.
*) Mausoleum przypomina żywo Świątynię Minerwy w Arkadji pod Łowiczem wzniesione przez Ks. z Przezdzieckich Radziwiłłowa,

~śl skoncentrowania tych obrządów w Zaleszczykach wystąpiła jed-~k po raz pierwszy w r. 1933, kiedy to wieśniacy z całego powiatu ~chali odruchowo w jednym dniu do Zaleszczyk, aby złożyć na rynku, zwyczajem starym swoje dary i życzenia p staroście jako gospodarzowi powiatu. Od tej formy „dożynek" do obecnej imponujące ~prezy, gdzie ludność czterech powiatów składa z wielką własnością ~barwnym korowodzie życzenia swemu włodarzowi, panu wojewo­cie  tarnopolskiemu, był tylko mały krok.
Dożynki doroczne, w tej postaci w jakiej się obecnie odbywanie, to nie jakaś uszminkowana rewia lub urzędowa potemkinada, to ~yraz bujnej, barwnej wsi. to przegląd niesfałszowanej kultury południowych kresów, przesuwający się w różnorodnych wycinkach obrzędovych i zwyczajowych. Trzeba sobie uświadomić, że ci ladzie od pługa i ~erpa czują wewnętrzną potrzebę  świątecznie zakończyć porę ciepłą, że obecne stroje ludowe południowego   Podola zaledwie   w  nieznacznych   szczegółach różnią się od strojów z czasów   przed rozbiorowych, że konserwatyzm chłopki po dziś dzień szanuje   swój   odwieczny tradycyjny strój. Toteż nie dziw,    że podolskie hafty otwarzają nie inaczej jak w czasach ognia i miecza w nieskończonych wariantach  wzory tureckie,   turkmeńskie kaukaskie, że każda oVolica pozostaje   przy  tradycyjnym   ubiorze   od konopianych i wełnianych   samodziałów po sło- miane dla każdej niemal wsi od­rębne   kapelusze. Czy nie jest zaiste go­dne podziwu że babunia   wiejska   dziś jeszcze wiąże białą chustkę (peremitkę) na głowie jak na portretach z XVI a na­wet XV wieku matrony  bojarskie ?   Nie
inaczej przedstwaia się taniec i muzyka. Lirnik podolski śpiewający przy wiórze smętnych akordów liry swoje rapsodie daje próbkę tej gi­nącej gdzie indziej gałęzi folkloru.
Komitet winobrania miał trudne ale wdzięczne zadanie wydo­bycia ze skarbnicy podolskiego folkloru wszystkiego tego co ma głębszą wartość, aby dać gościom pewien przekrój tej tok interesującej a ma­ło znanej kultury. Należy się spodziewać, że przy wprost entuzjas­tycznym nastawieniu ludności wiejskiej do tej imprezy dożynki tego­roczne spełnią swe zadania jak w roku zeszłym.

Typ ludowy

Пошук

Система Orphus